Do przyjaciółki


Święta to czas radości, ale też moment gdy w tych wspólnych rodzinnych chwilach, często musimy zmierzyć się ze stratą i brakiem kogoś ważnego przy wigilijnym stole. Minął miesiąc i chyba nadszedł ten moment, że mogę, a właściwie muszę coś napisać. I tym razem, jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi, nie chodzi o ludzkiego członka mojej rodziny. Chcę wam opowiedzieć o mojej przyjaźni z najbardziej kochaną istotą na świecie. Moją psinką, z którą przeżyłam 14 wspaniałych lat.


Do przyjaciółki Nuki, najwierniejszego psa na świecie

Byłaś moją towarzyszką we wszystkich najpiękniejszych i najtrudniejszych chwilach. Miałam 7 lat gdy na tydzień przed świętami Bożego Narodzenia pojawiłaś się w naszym domu. Nigdy nie zapomnę gdy wnieśli cię na rękach. Taką małą, czarną i kudłatą kulkę. Wtedy spełniło się jedno z moich dziecięcych marzeń ale nikt z nas nie przypuszczał, że tak bardzo można przywiązać się do psa, że tak można go pokochać.

Nasze początki były trudne. Daliśmy ci na imię Nuka i choć tata przez pierwsze dni nie chciał cię zaakceptować, z czasem się przekonał i zwariował na twoim punkcie, tak jak my. Wybaczyłam ci te wszystkie pogryzione kapcie, książki, albumy ze zdjęciami czy nawet ściany już dawno, dawno temu. Wybaczyłam ci też to, gdy przez przypadek zamiast ugryźć wafelka, ugryzłaś mnie w nos. Za słodycze dałabyś sobie nawet odciąć łapę. Ale za to cię kochaliśmy i zawsze będziemy. Wybaczałam ci też gdy wchodziłaś na stół, albo podkradałaś cukierki i zakopywałaś je w moim łóżku. Albo też gdy sprawdzałaś moje torebki, plecaki i wyjmowałaś z nich chusteczki, a potem pogryzione zostawiałaś w moim pokoju. Wiem, że dawałaś mi tym po prostu pretekst, by posprzątać. I wybaczyłam ci tą ucieczkę kilka dni przed sylwestrem, gdy przestraszyłaś się fajerwerków. Znaleźliśmy cię wtedy drżącą ze strachu w krzakach obok domu i myślałam, że złamało mi się serce.
Muszę przyznać, że też miałam swoje grzechy i nie zawsze byłam wobec ciebie w porządku. Że często zostawiałam cię samą w domu, że krzyczałam jak narozrabiałaś, albo nie chciałam wyjść z tobą na spacer. Albo gdy czasami w nocy przez przypadek zrzucałam cię z łóżka. Zostawiłam cię też  z chwilą wyprowadzki do toruńskiego akademika, ale uwierz mi, tęskniłam. Tęsknię i teraz.

Zawsze będę pamiętać te nasze radosne wspólne chwile. Gdy rano budziłaś mnie lekkim drapaniem w drzwi, albo gdy kładłaś się przy mnie na poduszce, wtulając się i czuwając. Gdy byłam chora, gdy miałam doła, czy inny problem, po prostu byłaś. Po prostu się przytulałaś albo rozbawiałaś mnie zaczepkami. Jak urządzałyśmy sobie kiedyś wyścigi, w tym która z nas szybciej wskoczy na kanapę. Gdy jeździłaś z nami na grzyby i jadłaś jagody prosto z krzaczka, albo gdy próbowałaś nas ostrzec przed żmiją. Nie zapomnę też jak troszczyłaś się o mojego chomika, który w nocy uciekł z klatki, a ty, nie robiąc mu krzywdy, delikatnie przeniosłaś go z kuchni do mojego pokoju i zaszczekałaś, żebym się obudziła i zobaczyła, że on uciekł. Albo jak uwielbiałaś jeździć samochodem.  Z daleka wiedziałaś, który jest nasz i za każdym wyjściem na spacer ciągnęłaś mnie na parking, by czasami wprost wymusić przejażdżkę. Byłam przy tobie też gdy rodziłaś szczeniaki i nawet nie wiesz ile radości dałaś nam wszystkim tymi małymi rozrabiającymi psiakami. Albo gdy oglądałaś ze mną skoki. Gdy widziałaś, że w emocjach wstaje z fotela,  albo krzyczę do telewizora, od razu przybiegałaś i szczekałaś, by dotrzymać mi towarzystwa. Teraz już tego nie usłyszę…

Przez lata byłaś okazem zdrowia i myślałam, że będzie tak zawsze. Że będziesz z nami zawsze. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że kiedyś może cię zabraknąć. Gdy miałam gorszy dzień, gdy nie miałam ochoty rozmawiać z nikim. Twoja obecność dawała mi siłę. Wystarczyło, że spojrzałaś na mnie tym pełnym miłości i wierności spojrzeniem, i od razu wiedziałam, że jest ktoś, kto na mnie czeka, kto cieszy się na mój widok, i kto będzie przy mnie bez względu na to jak wyglądam, jakie mam oceny w szkole, czy jakie mam poglądy. Byłaś ogromnym wsparciem.

Po 14 latach prawdziwej przyjaźni odeszłaś. Po ciężkiej chorobie i próbach twojego ratowania. Wszystko stało się zbyt szybko. Ale chyba tak miało po prostu być. Cholernie mi ciebie brakuje, gdy wracam do domu na weekend i nie ma tej uroczej mordki, która podbiegała i witała mnie, a potem nie odstępowała na krok.  Byłaś członkiem naszej rodziny. Twój brak przeżył każdy z nas. I moja siostra i mój brat, którzy przecież od 10 lat już nie mieszkają z nami. Byłaś dla nas kimś ważnym i zawsze będziesz. 

Dziękuję ci przyjaciółko, za wszystko.







***

Nikt, kto nie miał nigdy swojego zwierzaka nie zrozumie, że można go tak po prostu pokochać. Że on może cię obdarzyć tak bezwarunkową miłością. Że może tak wiele ci pomóc. Obojętnie czy jest to pies, kot, chomik, czy świnka morska.
14 lat to kawał czasu. Od pierwszej klasy podstawówki, po trzeci rok studiów. Trudno jest się odnaleźć w rzeczywistości bez tego psiaka. Ale jestem szczęśliwa, że mogłam tak niezwykłej więzi doświadczyć. Zwierzęta mają instynkt, ale bez wątpienia mają również uczucia. Pamiętajmy o tym w te święta, a szczególnie w sylwestra, tak znienawidzonego przez psy. Bądźcie dla nich dobrzy, to istoty, które dają nam tak dużo, że czasami powinniśmy się od nich uczyć.


Kończąc tę smutną notkę chce życzyć wszystkim radosnych, ciepłych, zdrowych świąt Bożego Narodzenia. Żeby był to czas odpoczynku przede wszystkim psychicznego i żebyście nie dali się zwariować. Każde święta są wyjątkowe. 
Wesołych! 

Komentarze